Podczas piątkowego expose z ust premiera padło wiele obietnic. Pośród nich pojawiła się także deklaracja skrócenia czasu postępowań sądowych o jedną trzecią. Postulat jak najbardziej słuszny i godzien realizacji. Warto jednak przyjrzeć się temu, czy dotychczasowe działania rządu zmierzają w kierunku osiągnięcia założonego celu.
Pierwszego lipca zeszłego roku weszła w życie nowelizacja Kodeksu postępowania cywilnego (w praktyce ma ona zacząć funkcjonować w tym roku). Na mocy nowych przepisów zasadą ma stać się sporządzanie podczas rozprawy protokołu elektronicznego, czyli zapisu dokonanego za pomocą urządzeń rejestrujących dźwięk lub obraz i dźwięk. Dotychczas sporządzany był protokół pisemny. Polegało to na tym, że sędzia dyktował protokolantce treść protokołu. Wyglądało to mniej więcej tak:
Sędzia: Czy wie Pan o co chodzi w tej sprawie ?
Świadek: Tak, wiem. Powód X został potrącony przez pozwanego Y i domaga się teraz od niego odszkodowania.
Sędzia: Pani protokolantko, piszemy: „Tak, wiem o co chodzi w tej sprawie. Powód X został potrącony przez pozwanego Y i domaga się teraz od niego odszkodowania.”
Protokolantka zapisuje to na komputerze.
Sędzia: Czy zna Pan powoda X ?
Świadek: Nie, nie znam. Byłem po prostu świadkiem tego wypadku.
Sędzia: Proszę zapisać: „Nie znam powoda. Byłem po prostu świadkiem tego wypadku.”
Protokolantka zapisuje to na komputerze.
Jak nietrudno zauważyć, przy takim modelu protokołowania czas rozprawy jest dość długi. Nowe przepisy, na pierwszy rzut oka, likwidują ten problem. Rozprawa jest nagrywana, niczego nie trzeba dyktować. Jednak gdy bliżej przyjrzymy się temu rozwiązaniu, okazuje się, że jest to tylko ładnie opakowane pudełko, po otwarciu którego czeka nas niemiła niespodzianka.
Całe postępowanie sądowe nie składa się wyłącznie z rozpraw. Strony oraz sędziowie muszą mieć czas na zapoznanie się z materiałami zgromadzonymi w aktach sprawy, na które składają się, między innymi, wspomniane wcześniej protokoły. Obecnie, aby zapoznać się z ich treścią trzeba będzie odsłuchać nagranie audio. Rozprawa zostanie skrócona, ale pozostałe czynności zostaną rozciągnięte w czasie. W konsekwencji całe postępowanie wydłuży się.
Wyobraźcie sobie drodzy Państwo, że zamiast robić notatki z wykładu, nagrywacie cały jego przebieg. Włącznie z opowieściami wykładowcy o jego pięknej żonie. Włącznie z reakcją sali na przejęzyczenie wykładowcy. Włącznie z jego licznymi dygresjami, które są całkiem ciekawe, ale jednak z tematem wykładu nie mają wiele wspólnego. Potem przychodzi czas na naukę. Do egzaminu dni coraz mniej, a wy musicie odsłuchiwać nagrania całych wykładów. Zajmuje wam to mnóstwo czasu, a istotnych informacji wyławiacie raptem kilka. Czy nie lepiej było po prostu zanotować najważniejsze kwestie, zamiast nagrywać cały przebieg wykładu ? Czy nie lepiej było zaprotokołować istotne zeznania świadka, zamiast nagrywać całą jego wypowiedź ?
W lipcu odbywałem praktyki zawodowe w Sądzie Okręgowym. Jednego z sędziów zapytałem o jego opinię na temat pomysłu nagrywania rozpraw. W odpowiedzi podał mi następujący przykład. Przesłuchiwał świadka, który jąkał się. Trwało to ponad godzinę. Sporządzony protokół wynosił zaledwie pół strony A4. Teraz wyobraźmy sobie, że wypowiedź ta została nagrana i musimy ją odsłuchać.
Powyższa sytuacja chyba najlepiej konfrontuje szumne zapowiedzi premiera z jego realnymi działaniami. Wygląda na to, że deklarację skrócenia czasu trwania spraw sądowych o jedną trzecią możemy potraktować tak samo poważnie, jak obietnicę odchudzenia administracji.
P. S.
Tak w ramach ciekawostki. Wecie, drodzy Państwo, kto został wybrany wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka ?
Z całą powagą odpowiadam, poseł Robert Biedroń.


Z całą powagą odpowiadam, poseł Robert Biedroń.
A ja się z całą powagą pytam, co w osobie Roberta Biedronia takiego, że nie może być wiceprzewodniczącym komisji?