Postawiłem przed sobą nie lada trudne zadanie. Otóż przez najbliższy tydzień miałem zamiar codziennie oglądać TVN-owskie „Fakty”. Celem owego przedsięwzięcia było przyjrzenie się temu, jakie informacje prezentowane są na antenie, a jakie niestety umknęły pilnej uwadze dziennikarzy najbardziej popularnego serwisu informacyjnego w Polsce. Zabrałem się za oglądanie wydania z czternastego listopada i od razu dopadły mnie defetystyczne myśli. Po jaką cholerę ja to robię ? Nie lepiej poczytać książkę albo pójść do kina ? Podczas gdy, wciąż zastanawiałem się, czy kontynuować ledwo co zaczęte zadanie, mój problem nagle zniknął, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki! Już nie musiałem oglądać „Faktów”! Wybawił mnie od tego prawdziwy czarodziej, redaktor Paweł Abramowicz!

 

Tak zaczarować rzeczywistości, jak to zrobił mój wybawiciel, nie potrafi chyba nikt. Okropna ropucha przemieniła się nagle w piękną księżniczkę. W reportażu Pana Abramowicza pt. „Sąsiedzi” niemieccy bojówkarze zostali przedstawieni jako całkiem sympatyczni ludzie.

 

Zaczyna się dość zabawnie. Redaktor przywołuje słynny cytat Jana Rokity: „Ratunku Niemcy nas biją!”. Następnie Abramowicz wyśmiewa wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, który po prostu stwierdził, iż 11 listopada niemieccy zadymiarze pobili Polaków. Ktoś pomyśli: „Hola, hola co w tym takiego śmiesznego ? Sam widziałem w TVN zdjęcia jak Niemcy atakują polską grupę rekonstrukcyjną.”. Faktycznie, Kaczyński nic złego nie powiedział, ale kogo to obchodzi ? Przecież każda okazja jest dobra żeby dowalić temu strasznemu „Kaczorowi”.

 

Ostra jak brzytwa ironia redaktora Abramowicza dosięgnęła również Jacka Kurskiego, który naraził się następującą wypowiedzią: „banda zakapiorów z Niemiec przyjechała i wzięła udział w biciu polskich patriotów”. Aby pokazać, o jakich „polskich patriotów” chodzi Kurskiemu, na ekranie telewizora ukazał się obraz chuliganów bijących się z policją na Placu Konstytucji. Wszak lekko niestosowane byłoby pokazać zdjęcia, na których niemieccy bojówkarze napadają na grupę rekonstrukcyjną i plują na polskie mundury.

 

W dalszej części materiału możemy usłyszeć Marka Siwca oraz , o dziwo, dalsze kpiny z Kaczyńskiego. W naszym zaczarowanym reportażu pojawia się również Janusz Palikot. Chce on zbadać, czy wspomnianymi wcześniej wypowiedziami jego politycznych oponentów, może zająć się prokuratura. Aż chce się powiedzieć: „Janusz, jak dobrze, że jesteś!”.

 

Zobaczcie moi mili, jak nas zaczarował Pan czarodziej Abramowicz. Miało być o Niemcach, a jest o Kaczyńskim, Kurskim, Siwcu i Palikocie. Niby coś tam słyszano o pobiciach przez niemieckie bojówki, ale nagle okazuje się, że to jednak nic takiego. Wręcz przeciwnie, jest całkiem fajny i zabawny temat. Myślicie, że to koniec, nazwijmy to, aksamitnej manipulacji Abramowicza ? Ależ skąd! Najlepsze dopiero przed nami.

 

W ostatniej części materiału redaktor zabiera nas do, znajdującego się blisko granicy z Niemcami, Osinowa Dolnego. Miejscowość ta słynie z dużej ilości zakładów fryzjerskich, które cieszą się wielką popularnością wśród naszych zachodnich sąsiadów. Są po prostu tańsze od tych niemieckich. Zastanawiacie się pewnie jaki, u licha, ma to związek z tematem reportażu. Jednak wszelkie wątpliwości rozwiewa wypowiedź tamtejszej fryzjerki: „Prędzej bym się chyba bała swojego krajanka, aniżeli naprawdę Niemca. Jak Boga kocham. To mówię tak szczerze, jak jest”. Teraz już wiemy dlaczego tu się znaleźliśmy.

 

Tak ohydnej manipulacji dawno nie widziałem. Paweł Abramowicz nie zauważa żadnego problemu w tym, że polskie organizacje lewicowe zaprosiły na Święto Niepodległości niemieckich bojówkarzy, którzy pobili nie tylko grupę rekonstrukcyjną, ale także innych uczestników patriotycznych uroczystości. Nie jest istotny dla pana redaktora fakt, iż pośród 210 zatrzymanych po piątkowych zamieszkach było aż 92 niemieckich zadymiarzy. W reportażu nie pojawiła się również informacja o tym, że „goście z Niemiec” w lokalu „Krytyki Politycznej” zostawili po sobie kastety i pałki.

 

Panie redaktorze! Czemu nie poszedł Pan na całość ? Przecież mógł Pan powiedzieć, że niemieccy lewacy w Warszawie znaleźli się zupełnie przez przypadek. Po prostu zabłądzili jadąc do Osinowa Dolnego. Pech też chciał, że będąc już w stolicy pomylili „jedną z warszawskich kawiarni” z zakładem fryzjerskim.

 

Link do reportażu: www.tvn24.pl/28377,1724254,0,1,sasiedzi,fakty_wiadomosc.html